Orzeł Kolno - strona nieoficjalna

Strona klubowa
  •        

Najbliższe spotkanie

W najbliższym czasie zespół nie rozgrywa żadnego spotkania.

Logowanie

Kalendarium

24

10-2021

niedziela

25

10-2021

pon.

26

10-2021

wtorek

27

10-2021

środa

28

10-2021

czwartek

29

10-2021

piątek

30

10-2021

sobota

Statystyki drużyny

Statystyki

Brak użytkowników
zalogowanych i 10 gości

dzisiaj: 138, wczoraj: 121
ogółem: 1 110 436

statystyki szczegółowe

Historia

Orzeł przed laty cz. 1

Po awansie do A-klasy w drużynie zaczęły się wreszcie odbywać prawidłowe treningi. 3 razy w tygodniu po 2 godziny dziennie. Do tej pory odbywało się to na zasadzie pospolitego ruszenia. Dużym wzmocnieniem Orła okazał się Jerzy Żuliński, który dojeżdżał z Pisza, a jednocześnie był grającym trenerem. Ściągnął do Kolna z Giżycka świetnego bramkarza Waldemara Haraburdę wraz z napastnikiem Tadeuszem Blusiewiczem. 
Jesień na trzecioligowych boiskach była dość pomyślna dla naszych piłkarzy, którzy zajęli ósme miejsce w stawce dwunastu drużyn. Wiosna niestety nie była już w tak dobrym wykonaniu. Mimo, że Orzeł zajął dziewiąte miejsce, musiał pożegnać się z III ligą. Spowodowane to było reorganizacją rozgrywek. W barażowych meczach o utrzymanie, nasi piłkarze okazali się słabsi od Gwardii Białystok. Dziwić może jednak decyzja Białostockiego Związku Piłki Nożnej. Po rozegraniu pierwszego meczu w Białymstoku włodarze lokalnej piłki nożnej nie wyrazili zgody, aby rewanż odbył się w Kolnie. Nasi piłkarze musieli na te spotkanie jechać do Łomży. Niestety,okazali się słabsi.
Przyczyn degradacji Orła do niższej klasy było jednak dużo więcej:brak napływu nowych zawodników, spowodowany słabym rynkiem pracy, bardzo zła sytuacja finansowa klubu, a szczególnie co bardzo mnie bulwersuje, brak współpracy ze szkołami średnimi. Mam na myśli Liceum Ogólnokształcące. Uczniowie tej szkoły mieli całkowity zakaz gry w drużynie Orła. Gdyby się temu sprzeciwili,groziły im surowe konsekwencje dyscyplinarne. Wyjeżdżając na mecz czekali na rogatkach miasta na samochód, aby nie zobaczył ich któryś z belfrów. Inne podejście miała natomiast dyrekcja Zasadniczej Szkoły Zawodowej,która nie ograniczała swoim uczniom możliwości sportowego rozwoju.
Bardzo ciekawie wyglądały wtedy wyjazdy na mecze. Samochody ciężarowe bez plandeki, ławki z desek ułożone wszerz przyczepy, a piłkarze z kibicami ściśnięci jak sardynki w puszce od konserw. Ciekawy wówczas był system ustawienia drużyny tzw. WM 1+3+2+5. O tak ofensywnym stylu gry dzisiejsi piłkarze mogą zapomnieć. Najważniejsze jest nie stracić bramki.
Od kilkudziesięciu lat krąży po Kolnie legenda jak to na Łabnej za stodołą sprzedano III ligę. Moje badania nie potwierdzają tego, o czym świadczą zacytowane powyżej fakty. Dziwi natomiast mnie, że tę historię powtarzają grający wtedy piłkarze. Sami stworzyli bajkę i w końcu w nią uwierzyli. Pomyliły im się daty. Przedziwny mecz miał miejsce w sezonie 1965/66, ale to wtedy Orzeł spadał z A-klasy do klasy B. O spadku decydował dwumecz z drużyną ZKS Zambrów, gdzie Orzeł po zwycięstwie na wyjeździe 3:1, przegrał w Kolnie 2:6, a kolneńscy piłkarze siadali na boisku , aby ułatwić przeciwnikowi dostęp do bramki.
Na zakończenie wymienię najlepszych piłkarzy z tamtego okresu: Waldemar Haraburda, Jerzy Żuliński,    
Jan Szczepankowski, Stanisław Popielarz, Józef Bazydło, Tadeusz Sokołowski, Henryk Sokołowski, Leszek Kibiłko , Jerzy Zdanowicz, Bogdan Gębarski, Stanisław Bazydło, Piotr Sokołowski, Krzysztof Dzięgielewski, Zygmunt Dzięgielewski, Tadeusz Blusiewicz, Tadeusz Rydelek. Niestety wielu z nich już nie żyje. Warto też wymienić skład ówczesnego zarządu: prezes - Eugieniusz Kosiński, wiceprezes - Waldemar Tybińkowski, skarbnik-Jan Odachowski, gospodarz - Tadeusz Kleczyński i członkowie: Marian Derlatko, Kazimierz Terepko, Jan Bornaszkiewicz, Paweł Saczko, Edmund Tamecki.


Orzeł przed laty cz. 2 "Orzeł zdobywcą Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim"

Kontynuując wspomnienia o największych sukcesach piłkarzy Orła Kolno, postanowiłem sięgnąć pamięcią do sezonu 1980/1981. Tym razem zajmę się wyłącznie rozgrywkami pucharowymi na szczeblu wojewódzkim. Piszę o tym niejako z autopsji, gdyż byłem wtedy piłkarzem kolneńskiej drużyny i uczestniczyłem we wszystkich ówczesnych wydarzeniach. 26 lat, które upłynęły od tamtego czasu, niewiele zatarło w mojej pamięci.
Start w tych rozgrywkach Orzeł rozpoczął w listopadzie 1980 roku dwoma wyjazdowymi meczami do teoretycznie słabszych zespołów, czyli Victorii Jedwabne i Wissy Szczuczyn. Jednak znów okazało się, że teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką. Mimo, że Orzeł pokonał obie przeszkody, były to jednak zwycięstwa wymęczone i dopiero po seriach rzutów karnych. W obu przypadkach po 4:3 dla Orła. Ciekawostką jest fakt, że na boisku padły, także identyczne wyniki 1:1. Wiosna 1981 roku była już zdecydowanie lepsza w wykonaniu koleńskich piłkarzy. Na pewno olbrzymi wpływ na postawę drużyny miał obóz kondycyjny zafundowany piłkarzom przez ówczesny zarząd. Muszyna w górach nieopodal słowackiej granicy na dwa tygodnie stała się poligonem kondycyjnym kolneńskich zawodników. Na pobliskich szczytach w śniegu po kolana – trener Jan Kleczyński trzy razy dziennie wyciskał z piłkarzy siódme poty. Sparingi z silnymi drużynami, że wymienię II-ligowy Star Starachowice czy III-ligową Stal Poniatowa, przyczyniły się w znacznym stopniu do podwyższenia poziomu gry piłkarzy.  Efekt pracy na zgrupowaniu w Muszynie nie kazały na siebie długo czekać. Na półfinał Puchar Polski przyjechał do Kolna faworyzowany zespół ŁKS-u Łomża, spadkowicz z III ligi. Po bardzo dobrym i emocjonującym meczu Orzeł pokonał faworyta 3:1, a bohaterem spotkania został Krzysztof Panasiuk, zdobywca dwóch bramek.      Wielki finał odbył się 1 maja w Czerwonym Borze, a przeciwnikiem Orła była Olimpia Zambrów. Święto Pracy piłkarze spędzili bardzo pracowicie i stworzyli bardzo dobre, obfitujące w dramatyczne momenty widowisko. Dramaturgia meczu rozpoczęła się na minutę przed zakończenie pierwszej, kiedy to podstawowy filar obrony Orła Krzysztof Ossowski otrzymał czerwoną kartkę za faul na Kazimierzu Tykockim. Wynik wynosił wtedy 0:0. Mało który z kibiców wierzył, że ten mecz zdekompletowany Orzeł może jeszcze wygrać. Wierzyli natomiast w to sami piłkarze, co pokazali na początku drugiej połowy. W ciągu 15 minut zespół Olimpii został porażony jakby jadem grzechotnika. Bramkarz zambrowian, Andrzej Bart trzykrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki postrzałach Sławomira Wolanowskiego, Franciszka Skrodzkiego i Krzysztofa Szostkowskiego (autora tekstu – red.)      
Dziwią mnie niektór publikacje na temat tego meczu, według których Orzeł miał przez cały czas zdecydowaną przewagę. Tylko że ja w tym meczu grałem i wiem, że prawda jest inna. Olimpia po stracie trzeciej bramki rozpaczliwie rzuciła się do odrabiania strat. Przez ostatnie pół godziny nie schodziła z naszej połowy, w bramce Orła Zbigniew Ossowski dwoił się i troił, broniąc wiele strzałów, wydawałoby się –„nie do wyjęcia”. W końcówce meczu jednak i on musiał raz skapitulować. Było to na szczęście wszystko na co mogli się zdobyć zawodnicy z Zambrowa w tym meczu, nie pomijając brutalnej gry w ich wykonaniu. Na koniec również jeden z ich piłkarzy ujrzał czerwony kartonik. Sędzia główny meczu – Jerzy Obrycki ze Stawisk, prowadzący do tej pory spotkanie bardzo dobrze, całkowicie pogubił się w końcówce. Nie zareagował na chamskie zachowania kapitana Olimpii Adama Popławskiego, który uderzył w twarz stojącego poza boiskiem trenera Orła Jana Kleczyńskiego.                                                                                                                     
   Wygrany w Czerwonym Borze finał możliwił Orłowi udział w Pucharze Polski na szczeblu centralnym. Na pierwszy rzut poszedł silny zespół III-ligowego Poloneza Warszwa, ale o tym napiszę w następnym numerze

Trener Jan Kleczyński: Do finałowego meczu w Czerwonym Borze z Olimpią Zambrów przystępowałem  bez większych obaw. Byłem pewny zwycięstwa, gdyż miałem dokładnie rozpracowany zespół przeciwnika i wiedziałem na co ich stać. Poza tym moja drużyna była na fali i grała bardzo dobrą piłkę. Był to efekt solidnej pracy, jaką wykonaliśmy podczas obozu kondycyjnego w Muszynie. Do przerwy mecz był wyrównany, lekką przewagą Orła. Sytuacja skomplikowała się kilka minut przed przerwą, kiedy to podstawowy piłkarz naszej obrony – Krzysiek Ossowski otrzymał czerwoną kartkę. Musiałem dokonać przemeblowania w ustawieniu drużyny. Na pozycję wysuniętego stopera cofnąłem z pomocy najmłodszego w zespole Andrzeja Lubeckiego, który rozegrał bardzo dobre spotkanie. Nie dał przeciwnikom pograć, skutecznie rozbijając ich ataki. Tuż po przerwie, grając w dziesiątkę, wykorzystaliśmy naszą najsilniejszą broń, jaką był bez wątpienia kontratak. Mając w drużynie szybkich i świetnych technicznie napastników, wypunktowaliśmy zambrowian w kilkanaście minut. 3:0 na początek drugiej połowy – to był nokaut. Końcówka meczu należała jednak zdecydowanie do Olimpii. Nastąpiło istne oblężenie naszej bramki, jednak teraz na wysokości zadania stanęła obrona i bramkarz Orła. Tylko raz skapitulował przed nacierającym przeciwnikiem, czym zapewnili nam w pełni zasłużone zwycięstwo.
   

Orzeł przed laty cz.3 "Osa Dance"

Sierpień 1981 - Część 3
Wygrany finał w Czerwonym Borze umożliwił Orłowi udział w Pucharze Polski na szczeblu centralym. Na pierwszy rzut poszedł silny zespół lll-ligowego Poloneza Warszawa. Pierwsza połowa meczu należała do gości, którzy będąc druzyną lepszą wygrali ją 3: 1. Nie załamało to jednak piłkarzy Orła. Po przerwie, pozbywszy się tremy, wyraźnie dominowali na boisku i doprowadzili do remisu 3: 3 (bramki: Lubecki - 2, Szostkowski - 1). O awansie do dalszej rundy zadecydować więc miały rzuty karne. Wtedy ponownie trema owładnęła piłkarzy Orła. Świadomość bliskiego awansu do dalszej rundy tak sparaliżowała niektórych zawodników, że nie było piątego, chętnego do strzelania jedenastki.Sytuacje uratował bramkarz Zbigniew Ossowski,który miał wykonywać karny jako ostatni. Sam jednak pozbawił się tej szansy,gdyż wcześniej obronił trzy strzały piłkarzy Poloneza , co przy wcześniejszej 100 procentowej skuteczności kolneńskich zawodników zapewniło Orłowi zwycięstwo 4:2 i awans do następnej rundy. Bohater meczu, którym niewątpliwie był Zbigniew Ossowski, na ramionach kibiców opuścił murawę boiska. Rzuty karne dla Orła wykonywali : Zenon Stanisławski, Krzysztof Ossowski, Franciszek Skrodzki i Krzysztof Szostkowski.
Zbigniew Ossowski - bramkarz Orła
Mieliśmy wtedy bardzo dobrą drużynę. Każdy z piłkarzy doskonale wywiązywał się ze swoich obowiązków. Napastnicy strzelali bramki , a ja robiłem to,co umiałem najlepiej,czyli broniłem.Na początku meczu z Polonezem zjadła nas przysłowiowa trema. Do przerwy goście, będąc zespołem lepszym, objęli prowadzenie 3:1. Przy straconych bramkach nie miałem najmniejszych szans. Po przerwie Orzeł pokazał jednak swój charakter. Doprowadziliśmy do remisu i mogliśmy to spotkanie nawet wygrać w normalnym czasie gry. Rozstrzygnięcie meczu nastąpiło dopiero po serii rzutów karnych. Miałem strzelać jako ostatni, bo niektórym kolegom zaczęły "falować" getry i nie chcieli się podjąć egzekwowania jedenastek. Tym razem nerwy puściły piłkarzom warszawskim. Udało mi się obronić trzy strzały gości, a ze nasi piłkarze strzelali bez pudła, ominęła mnie gratka wykonania rzutu karnego.Chociaż miałem na to wielką ochotę.
Andrzej Lubecki - piłkarz Orła
Na przełomie lat 70/80 młodzież garnęła się do sportu. Graliśmy we wszystko, szczególnie w modzie były gry zespołowe. W moim przypadku doszedł do tego jeszcze tenis stołowy. Miałem do niego talent, który niestety nie został wykorzystany. Drugą moją pasją była piłka nożna. Jako młody chłopak trafiłem do pierwszej drużyny Orła. Byłem bardzo zaszczycony, mogąc grać z dużo starszymi kolegami, którzy dotąd byli moimi idolami. Narodziła się wtedy bardzo silna drużyna, do czego w dużym stopniu przyczynił się powrót do Kolna dwórz piłkarzy. Sławek Wolanowski zakończył służbę wojskową, a Krzysiek Szostkowski powrócił z ŁKS-u Łomża. Zespół Orła przedstawiał wtedy jakby mieszankę rutyny z młodością. Koledzy przyjęli mnie w drużynie jak równego sobie. Czułem, że mi ufają, a ja z kolei wierzyłem im. Dlatego grało mi się na pełnym luzie i czułem się pewnie. W meczu z Polonezem, aspirującym do awansu do II ligi, udało mi się strzelić dwie bramki i rozegrałem dobry mecz. Do karnych jednak bałem się podejść. Przyznaję, że nogi trzęsły mi się ze strachu.Koledzy byli jednak bezbłędni i zapewnili nam awans do dalszych gier. Tamta drużyna Orła, przy odpowiednim wsparciu finansowym, to był materiał nawet na II ligę.

 

Orzeł przed laty; wrzesień 1981 - część 4

W drugiej rundzie Pucharu Polski na szczeblu centralnym przeciwnikiem Orła miała być II-ligowa Siarka Tarnobrzeg. Miała, ale nie była, goście nie przyjechali, oddając mecz walkowerem. Tym samym Orzeł znalazł się już w III rundzie Pucharu Polski, gdzie czekała tam na niego I-ligowa Gwardia Warszawa, posiadająca w swoich szeregach tak znakomitych piłkarzy, reprezentujących już kadrę narodową, jak: Marek Banaszkiewicz, Dariusz Wdowczyk, Dariusz Dziekanowski czy Jerzy Kraska (mistrz olimpijski z Monachium 1972r.). W Kolnie zagrała tylko pierwsza dwójka. Blisko 5 tysięcy widzów zasiadło na trybunach kolneńskiego stadionu, by obserwować zmagania Orła z Gwardią. Takiej frekwencji nigdy jeszcze nie było i zapewne długo nie będzie. Zawodowcy z Warszawy okazali się drużyną lepszą i wygrali 4:1 (3:1 do przerwy), chociaż kolneńscy piłkarze nie przestraszyli się bardziej renomowanych rywali i podjęli z nimi otwartą walkę. Bramki dla Gwardii zdobyli: Banaszkiewicz - 3, Wdowczyk- 1, zaś dla Orła Krzysztof Szostkowski. Zawody prowadził międzynarodowy sędzia z Gdańska Perz, który pomógł trochę pierwszoligowcom, dyktując na ich korzyść wielce problematyczny rzut karny, z którego zdobyli pierwszą bramkę.
Bramka strzelona warszawiakom wymaga jednak krótkiego komentarza. To jedyny gol strzelony pierwszoligowcom przez piłkarzy Orła. Mimo, że byłem jego autorem, to jednak zasługa należy się Zenkowi Stanisławskiemu. Potężny strzał z rzutu wolnego, wykonywanego z odległości ok. 30 metrów trafił w klatkę piersiową bramkarza gości - Sikorskiego. Dobitka z mojej strony była już tylko formalnością. Bramkarz Gwardii na moment stracił oddech - aż zastanawiałem się, czy go reanimować, czy strzelać bramkę. Strzeliłem, a bramkarzowi nic się nie stało. Po kilku sekundach był już w pełnej dyspozycji.
Mecz z Gwardią miał jeszcze symboliczny akcent. Swoją karierę postanowił wtedy zakończyć długoletni i zasłużony piłkarz Orła Jan Pietruszka. Po 19 latach gry warunki zdrowotne nie pozwoliły mu na kontynuowanie kariery. W wieku 32 lat postanowił zostać sędzią piłkarskim i przez kolejnych 13 lat był arbitrem na III i IV - ligowych boiskach.
                                                                                                     Krzysztof Szostkowski

Jan Kleczyński - trener Orła:
Mecz był bardzo dobrym widowiskiem. Piłkarze Gwardii przewyższali nas jednak wyszkoleniem technicznym i taktycznym. Załatwił nas Marek Banaszkiewicz, który do przerwy ustrzelił klasycznego hat - tricka. Mam do siebie pretensje że nie wystawiłem młodszego składu. Chciałem jednak uhonorować starszych piłkarzy i dać im możliwość zaprezentowania się z tak atrakcyjnym przeciwnikiem. Jednak wyraźnie odstawali oni od reszty zespołu. Gwardziści zdecydowanie dominowali na boisku. Po przerwie, po dokonaniu zmian, spotkanie wyraźnie zmieniło swoje oblicze. Mecz już do końca był bardzo wyrównany. Na boisku nie było widać, że oba zespoły dzieli różnica kilku klas. Zwycięstwo gości w pełni zasłużone. Było mi bardzo przyjemnie, kiedy po zakończonym meczu, podchodzili do mnie trenerzy z Łomży, Grajewa, Szczuczyna czy Pisza i gratulowali świetnej postawy mojej drużyny.

 

Orzeł przed laty: 1922 - 1939 - część 5

Namawiany przez naszych czytelników, postanowiłem doszukać się korzeni klubu Orzeł Kolno. Według dostępnych mi danych, klub zaczął powstawać na przełomie lat 1922 - 1923 i nosił wtedy nazwę KKS. Jednak do wybuchy II wojny światowej wielokrotnie zmieniał nazwę, m.in. na Victoria, potem - Orzeł. Istniała wtedy w Kolnie szkoła średnia, a było to gimnazjum ogólnokształcące, w którym prężnie rozwijała się działalność sportowa. Dominowała szczególnie lekkoatletyka i piłka nożna.
Rowerowe wycieczki do pobliskich miast i wsi zaowocowały w 1926 roku utworzeniem w klubie sekcji kolarskiej, która po niedługim czasie okazała się bardzo prężna. Należeli do niej wówczas m.in. Tomasz Koźlik, Wacław Pomichowski, Wacław Święczkowski i Aleksander Banach. Kolneńscy kolarze często brali udział w zawodach organizowanych na terenie Prus Wschodnich i rywalizowali z zawodnikami Johanensburga (obecnie Pisz). W 1932 roku nacjonalistyczne zachowania bojówek hitlerowskich spowodowały zerwanie tych kontaktów.
Największym jednak powodzeniem wśród mieszkańców Kolna cieszyły się mecze piłki nożnej, które rozgrywano na łące na Rozgarcie, oddalonej 3km od miasta. Mimo znacznej odległości frekwencja wśród widowni była bardzo wysoka. Sekcja piłki nożnej została wcielona do klubu w 1928 roku. Początek był trudny. Piłkarze grali we własnych strojach i obuwiu, w piłkę kupiono za pieniądze uzyskane z różnego rodzaju zbiórek. Dopiero po jakimś czasie -  za środki zebrane za wstępy na mecze - piłkarze mogli kupić sobie jednolite kostiumy.
Przełomowym w dziejach klubu był rok 1934, kiedy to burmistrzem Kolna został Anzelm Waszkiewicz. Klub wówczas dostał się pod opiekuńcze skrzydła Magistratu w Kolnie, a pieniądze na sprzęt zapewniał Zarząd Miejski. Pierwszym prezesem klubu został wspomniany A. Waszkiewicz, który od początku dążył do poprawienia warunków uprawiania sportu w Kolnie. Jego pierwszym krokiem w tym kierunku były starania o wybudowanie boiska sportowego. Plan opracował inż. Tymiński, a w 1935 roku boisko zostało oddane do użytku. W planie Tymińskiego było też wybudowanie kortów tenisowych, ale przeszkodził temu wybuch II wojny światowej.
                                                                                          

Autorem tekstów jest Krzysztof Szostkowski (artykuły były publikowane na łamach Miesięcznika Kolneńskiego).

   

Wyniki

Ostatnia kolejka 8
Biebrza Goniądz 3:1 Kora Korycin
Sudovia Szudziałowo 5:0 Pomorzanka Sejny
Gieret Giby 4:0 Orzeł Kolno
Victoria Jedwabne 1:0 Piast Białystok
UM Krynki 3:3 Pogranicze Kuźnica Białostocka
LZS Studzianki 4:1 Polonia Raczki
Jasion Jasionówka 4:2 Supraślanka Supraśl

Reklama

Najbliższa kolejka

Najbliższa kolejka 9

Inne

Mini-Chat

Musisz się zalogować, aby korzystać z mini-chatu.